Jak tam było na Niezwykłej Zimie - pierwszy tydzień.

Miejsce

Pruszków - tor kolarski

Termin

16 stycznia - 20 stycznia 2011

Organizator

Kontakt

fundacja@totoanimo.org

I Tydzień
„Niezwykła Zima-Toto Animo
Pruszków 2012

Poniedziałek 16. 01. 2012

 Poniedziałek, pierwszy dzień „Niezwykłej Zimy – Toto Animo” w Pruszkowie.
Dobrze jest zacząć tydzień od poniedziałku.
Obiekt, w którym przebywamy jest ogromny. Nazywa się BGŻ Arena. Robi takie wrażenie od zewnątrz, gdy zbliżamy się do niego i od wewnątrz - gdy jesteśmy w środku.
Na portierni BGŻ Arena stoi jeszcze choinka z bombkami i z zapalonymi lampkami. Zrobiło się miło, ciepło. Ciekawe ile trzeba ton węgla, aby ogrzać cały ten obiekt. Tu na portierni wystarcza zielone drzewko ze światełkami.
BGŻ Arena jest torem kolarskim. Niektórzy z nas, taki tor kolarski, którego podłożem są drewniane deski, zobaczyli pierwszy raz w życiu. Zobaczyli, stanęli, pobiegali, pokrzyczeli.
Przestrzeń, zamknięta przestrzeń, a powietrza w niej tyle, że nie pomieścisz w płucach.
Mamy do zagospodarowania dwa pomieszczenia. Jedno mniejsze, drugie większe albo jak kto woli - pięć razy takie jak to mniejsze.

W poniedziałek stanęło nas jedenastu w tym większym pomieszczeniu.
Pod ścianą czekały już pudełka kartonowe z materiałami plastycznymi, kartonami, kartkami białego i kolorowego papieru, masażerami, środkami czystości tzw. chemią gospodarczą. Trochę tego jest. Doszły jeszcze dwa metalowe wieszaki, szkoda że nie na kółkach, nasze plecaki, buty, kurtki, czajnik, talerze, sztućce, zapas herbaty i kubków do których łatwo się przywiązać.
Stanęło nas jedenastu, aby pomyśleć.
Pierwszy dzień, to czas myślenia, jak to wszystko poukładać i gdzie?
Zdecydowaliśmy z terapeutami, że to mniejsze pomieszczenie będzie kuchnią i do kuchni powędrują dwa metalowe wieszaki.
Pomieszczenie większe nazwaliśmy salą integracyjną.
Integracja. Co to jest? Tego się jeszcze dowiemy. Jak na razie  integracja to jakby przebywanie w jednym miejscu. Wspólne, zgodne pomaganie sobie w przenoszeniu ciężkich i mniej ciężkich przedmiotów, nie przeszkadzanie i nie dokuczanie, poruszanie się obok kolegów.
To pewnie o to chodzi, żebyśmy coś razem, coś jednego robili, uczyli się odpowiedzialności i przyjmowali kolegę takim jaki jest.

Chłopcy rozłożyli kilka składanych stołów i połączyli. Powstały dwa miejsca do gier planszowych i prac plastycznych, przy których wcześniej, czy później i tak się pobrudzimy.

Kiedy dwa pomieszczenia wyglądały na mniej więcej urządzone, terapeuci ustawili krąg krzesełek. Usiedliśmy wszyscy. Czas na przedstawienie się, opowiadanie o sobie, swoich zainteresowaniach, o tym co lubię, czego nie lubię.
Rafał na temat muzyki i wykonawców wie wszystko, prawie wszystko. Mógłby opowiadać do bladego świtu, tak bladego jak twarz p.Agnieszki, która z powodu bólu brzucha skromne zjadła śniadanie.

Jeden z kolegów zaczął buczeć i wymachiwać rekami. Nikomu to specjalnie nie przeszkadzało. Po prostu chłopak tak ma - emocje, zwykłe emocje.
Tu wszyscy mają oko na dziwne zachowania, które o czymś, co się dzieje w środku człowieka, opowiadają. I uszy - na słowa, co podczas zabawy potrafią wymknąć się spod kontroli.
Poniedziałek………………..i po poniedziałku.

Wtorek 17. 01. 2012

Dziś wtorek. Jest wcześnie rano. Jak na ferie, bardzo wcześnie, bo 8.00. Gotowanie wody na herbatę, zwyczajne życie. Herbata krzepi.
Paweł próbuje uciec od obowiązków i szuka materaca, żeby się położyć. Trzeba wyciągnąć foliowy worek z kosza. Jest wypełniony po brzegi styropianowymi opakowaniami, w których dostajemy ciepłe obiady. Wczoraj pan, który przywozi nam jedzenie pobłądził. Za późno oznakowaliśmy plakatami drzwi wejściowe. Teraz jest ok, ale i tak się odklejają.
Menu na każdy dzień ustala p. Bożena, no… może z jednym wyjątkiem, to trafione wybory: dewolaje, rosołki z kołdunami, barszczyk czerwony z uszkami i inne majonezy – pyszności.
Dziś we wtorek zostaliśmy podzieleni na dwie grupy, a to ze względu na wyjście do kina. Jedziemy WKD do Warszawy. W Pałacu Kultury i Nauki organizowana jest tzw. „Zima w mieści” – seanse filmowe.
Pierwsza grupa to chłopcy z autyzmem, druga grupa – chłopcy z zespołem Aspergera – szczęściarze, bo to oni jadą do kina. Ale tu na miejscu też nie będzie nudno.
Ubraliśmy się ciepło: kalesony, czapki, rękawice, buty. Bilety na kolejkę i do kina zostały już wcześniej kupione, więc problem z głowy. Całą drogę rozmawialiśmy o muzyce, polityce i podobnych sprawach.
Na terenie kina Olek i Mikołaj kupili na spółkę „wiadro” kukurydzy i dwa kubki coca-coli ze słomką. Podczas trwania filmu, między kolejnymi wybuchami śmiechu, częstowali nas. Pani Agnieszka pojechała z nami do kina. Wzruszyła się. Na nic nie pomogły tłumaczenia, że to tylko film i mały pingwin został wymyślony przez reżysera, a ta historia nigdy się nie wydarzyła. Wrażliwa ta pani Agnieszka…kobieta.
W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Mc Donalda na jedną kanapkę, amerykańskie jedzenie.

W czasie kiedy opychaliśmy się kukurydzą na seansie filmowym, pierwsza grupa wybrała się na spacer po Pruszkowie… I dobrze. Podczas trwania roku szkolnego widzą zamknięte pomieszczenia klas, po skończonych zajęciach siedzą długie godziny w busie, którym jadą do domu, potem mają terapie gdzieś w mieście... I tak w kółko w zamkniętych pomieszczeniahc. A gdzie czas na zwyczajny spacer? Tak jak zwykli spacerować ludzie, którzy donikąd się nie śpieszą...
Spacer nie po to, aby gdzieś dojść,
spacer, po to żeby iść.

    Szaleństwo biegania na śródtorze BGZ Arena, zabawy w berka, radość ze spontanicznego ruchu i przestrzeni.
    
    Pan Artur powiedział, ze pani Agnieszka przechwala się, a ona na naszych oczach zrobiła dwie gwiazdy, naprawdę… I były oklaski.

      
Środa 18. 01. 2012

    Pan Artur przyjeżdża pierwszy z Pawłem. Czasem spóźnia się, więc pani Basia, nasza urocza terapeutka pobiera klucze od pana portiera i otwiera drzwi do sal oraz tzw. „metalowych drzwi”, którymi można wychodzić na dwór. Ale nie wchodzimy, bo to są drzwi w jedną stronę. Ktoś musi je otwierać od wewnątrz.
    Wyjście do obiektu sportowego „Znicz”, to był dobry pomysł. Park zimą jest jak biała otwarta przestrzeń, na której stoją czarne drzewa. Kaczki prosiły o kawałek chleba, a my nic w kieszeniach nie mieliśmy. Nikt nie przewidział kaczek.
     Na miejscu dostaliśmy materace i piłki. Zwiedzanie obiektu i obserwowanie treningu ekstraklasy w koszykówce dziewcząt okazało się jednak ciekawszym zajęciem.
     W tym samym czasie grupa druga odkrywała w sobie ukryte pokłady twórczości, a działo się to podczas trwania zajęć artterapii z panią Agatą. W wyniku tego spotkania na dużych białych kartonach powstały prace plastyczne.
Bardzo chętnie gramy w „Monopol”. Niektórzy tracą „majątek całego życia". To jednak tylko gra, a pieniądze są nieprawdziwe.
Uczymy się przeżywać porażkę jak prawdziwi mężczyźni, a wygraną jak dzieci. I niech tak zostanie.
    Pani Basia ma piękny uśmiech.
-    „Pięknie się pani uśmiecha” - powiedział Michał podczas sprzątanie po obiedzie.
No… spostrzegawczy ten Michał, taki bezpośredni.
W czasie wolnym, który trzeba zagospodarować, każdy ma coś do zrobienia. Piotr próbuje od dwóch dni złożyć i podłączyć komputer. Zna się na tym, brakuje kabla. Paweł natomiast rozmawia przez to, co robi z plasteliną. Tworzy małe dzieła sztuki. Tę sztukę z  powodzeniem można nazwać „współczesną”.
Obok tego, co robi Paweł z plasteliny, trudno jest przejść obojętnie. Po prostu musisz zatrzymać się i zastanowić, bo to jakaś opowieść.

Czwartek 19. 01. 2012

    Tak dalej być nie może! Dwa metalowe wieszaki, które pan Artur z Pawłem przetransportowali z sali integracyjnej do pomieszczenia gospodarczego, nie spełniają swojej roli. „Niezwykła Zima – Niezwykłą Zimą”, ale porządek musi być. Z braku porządku Błażej zapomniał zabrać do domu swojego plecaka.
    Teraz więc każdy posiada swój wieszak, a na nim karteczkę z imieniem i nazwiskiem i nie ma, że boli! Plecaki i kurtki na wieszaki, buty równiutko na dole.
    
    Tworzymy zwartą grupę. Przy okazji ćwiczymy się we wrażliwości na potrzeby i problemy kolegów. Dajmy na to Aleksander i Mikołaj. Spędzili z Pawłem trochę czasu. Próbowali dojść, co powoduje, że Paweł krzyczy w niebogłosy i wymachuje rękami jak rasowy kibic Legii Warszawa.
Imponującą postawa. Prawdziwi koledzy.
Olek wyłączył radio i na twarzy kolegi pojawiło uczucie ulgi. Było za głośno, po prostu.

    Hasło "babington" i Piotr uśmiecha się.
    Mogliby tak grać całą noc.
    Twierdzi, że wygrał. A kto, go tam wie...
    Wszyscy patrzyli na zgrabne uderzenia pani Agnieszki w lotkę, a Piotr… twierdzi, że wygrał. Niech mu będzie.

    W czwartek grupa II pływała na basenie i prowadziła rozmowy w „dżakuzi”. Atmosfera była fajna.
    Pani Agata, terapeutka przyszła dzisiaj z psem.
Aleksander zabłysnął. Podczas zajęć z dogoterapii nauczył się paru sztuczek, które zaprezentował na naszej stołówce. Pies robił to, co chciał Olek. Oklaski.

Piątek 20. 01. 2012

    Basen jest oddalony od naszego „ośrodka” o przysłowiowy rzut beretem, to znaczy jest tak blisko, że gdyby nie zima poszlibyśmy tam w tenisówkach i podkoszulkach.
    Na zewnątrz zimno, a tu ciepła woda. Adrian początkowo upodobał sobie brodzik dla dzieci z żółtą zjeżdżalnią. Adi to duży chłopak. Gdy usiadł w brodziku, woda sięgała mu po szyję.  Potem przyszedł do nas, tak jakby faktycznie przełamał się i polubił głębszą wodę.

    Pod okiem pani Celiny i pani Basi powstały ciekawe plakaty z wyciętym w środku kołem, dopasowanym do rozmiarów głowy.

    Rafał dotrzymał słowa i przyniósł „profesjonalny” sprzęt przeznaczony do miksowania muzyki. Miksował muzykę jak sprawna gospodyni domowa miksuje ciasto na naleśniki. Ze słuchawkami na uszach wyczyniał ze sprzętem cuda i cudeńka.

    Piątek, to rozstania czas. Panie terapeutki Agnieszka G., Agnieszka W., Basia, Celina kończą pracę. Były z nami tydzień. Po obiedzie zaprosiły nas na własnej roboty poczęstunek.
    Dziękujemy im, poświęciły dla nas tydzień ferii.

 

  
Autor tekstu stylizowanego na wypowiedź uczestnika: Artur Sikorski - wychowawca

Partnerzy / sponsorzy

MIASTO PRUSZKÓW

Ardis s.c.

Dziękujemy Kinotece za specjalną zniżkę do kina.