Trzeci tydzień

Miejsce

Zespół Szkół w Otrębusach

Termin

18.07.2011-22.07.2011

Organizator

Fundacja Toto Animo

Kontakt

fundacja@totoanimo.org

18 VII 2011 poniedziałek

Korzystając z pogody, która w godzinach popołudniowych miała podobno ulec zmianie odwiedziliśmy naszych „starych przyjaciół”- kucyki i konie. Każdy ubrał się w to, co mu wygodne. I poszliśmy.

W drodze do stadniny można zabłądzić. Uliczki Otrębus niby te same, ale czasem nie wiadomo, w którą skręcić. Tym razem udało się dojść do celu.

Karmienie kucy wychodzi nam coraz lepiej, przy tym jest dużo radości, przełamywania lęku, siebie. Kto sprytniejszy dotyka grzywy konika, głaszcze.

Z powodu rosy nie weszliśmy na łąkę, a kałuże i chmary komarów skutecznie odstraszyły nas od pójścia w głąb lasu.

Poczta znajduje się tam, gdzie biblioteka - w pałacyku. Dzisiaj wysyłamy kartkę z pozdrowieniami do znajomych pani Oli, pani Agnieszki i pana Artura. Było zabawnie, bo siedzieliśmy na krzesełkach, tak jak siedzi się przed gabinetem stomatologa. Pani Ola prosiła każdego z  nas do pomieszczenia w korytarzu, gdzie było krzesło i stół. Tam podpisywaliśmy imieniem kartkę pocztową. Błażej podpisał się po śladzie kropkowym. Wielu z nas podpisało się ze wspomaganiem fizycznym, którego potrzebujemy przy wykonywaniu różnych czynności.

W szkole nasz kolega poczuł się nieswojo. Terapeuci mówili o jakiejś „aurze”, więc zostaliśmy do 16. 00 w szkole.

 

19 VII 2011 wtorek

            Biblioteka we wtorek jest nieczynna. Panie bibliotekarki mają „coś” do zrobienia, mówią na to: „papierkowa robota”.

            We wtorki książki stoją na półkach obok siebie i nikt ich nie wypożycza, nikt nie przychodzi.

            Na ten dzień długo czekaliśmy, bo przed nami, we wtorki, drzwi biblioteki stoją otworem. Zostaliśmy znów bardzo miło przywitani. Co prawda nie było Pani Dyrektor, ale dwie urocze osoby wykonujące tzw. „papierkową robotę”, serdecznie zaprosiły nas do środka.

Potraktowano nas jak starych bywalców, którzy mają już swoje przyzwyczajenia. Poczuliśmy się swojsko, przytulnie, jak u siebie.

            Weszliśmy na górę po drewnianych schodach do pomieszczenia z obrazami. Na stole stała butelka wody mineralnej o smaku jabłkowym, wiklinowy koszyk z cukierkami i miseczka z małymi ciasteczkami po jednej stronie oblanymi czekoladą.

            Przyszliśmy tutaj, aby realizować projekt: „Cała Polska czyta dzieciom”, a biblioteka jest właściwym, po prostu idealnym miejscem do tego. Przez pewien czas ciasteczka i cukierki będące na stole, przy którym siedzieliśmy utrudniały nam realizację tego projektu.

            Pani bibliotekarka wybrała dla nas książkę pt.: „Legendy Polskie” . Z niej wybraliśmy legendę pt.: „Kwiat Paproci” – smutno się kończy. Po lekturze trzeba było coś namalować lub cokolwiek zrobić, co nawiązywałoby do usłyszanej legendy. Były farby, pędzle, kartki papieru, plastelina, woda.

            Na tarasie stał stół z wielkim parasolem, jakby przygotowany do naszych potrzeb. Pan Artur przyniósł z kolejki WKD chyba z 50 egzemplarzy „Metra”. Rozłożyliśmy więc kilka gazet na stole, aby go nie poplamić farbami.

            Nasze prace panie bibliotekarki przyczepiły do dużej tablicy korkowej postawionej na sztaludze. Mamy zdjęcie.

            Po tym dniu było co wspominać.

 

20 VII 2011 środa

 

            Do „Muzeum Techniki i Motoryzacji” poszliśmy na piechotę. Nie było daleko. Po drodze słońce przebijało się przez chmury deszczowe, które nagle zniknęły. Powietrze po nocnych opadach deszczu było ciężkie i duszne. Takie powietrze można jeść łyżkami. Marzymy, aby wrócić do szkoły. W szkole jest chłód i można oddychać swobodnie. W szkole jest miętowo.

            Szliśmy powoli, spokojnie, para za parą, każdy ze swoim opiekunem. Błażej i Piotr idą w środku kolumny, bo zawsze wyrywają do przodu, jakby byli tylko oni. Trzymają się za ręce i dziwnie to wygląda - niepoważnie. Terapeuci stwierdzili, że lepiej trzymać rękę na ramieniu kolegi. No i fajnie.

            Szliśmy w milczeniu, z pełną uwagą. Powietrze wciąż drżało z gorąca, chodnik wyglądał jak czerwona tasiemka rozwinięta wzdłuż ulicy, po której szybko jechały samochody. Trzeba było uważać.

            Dotarliśmy do Muzeum. I znów niespodzianka, znów dobrzy ludzie, jakby autyzm przyciągał ten „wymierający gatunek człowieka”. Pani dyrektor Muzeum wykonała jeden telefon i oprowadzono nas za darmo.

             Pan przewodnik (bardzo miły zresztą) opowiedział nam historię niektórych aut. Między innymi dwa z nich zostały ofiarowane jako dar Związku Radzieckiego towarzyszowi Gomułce. Te auta paliły dużo benzyny, bo aż 30-40 litrów na 100 km. Ten Gomułka to podobno był komunista, niedobry człowiek. Widzieliśmy również auto, w którym tow. Stalin przyjmował defilady w Moskwie. Stalin też był komunistą.

            Amerykański wóz, różowy cadillac, kolubryna-  Pani Ola, Agnieszka i Maja wyglądały przy nim jak dziewczyny Elvisa.

            Widzieliśmy Mercedesa, limuzynę, którego wyprodukowano tylko 5 egzemplarzy na całym świecie i samochód prezydenta Wałęsy z kuloodpornymi szybami.

                        

           To był udany dzień. Poznaliśmy kolejnych ludzi, którzy przed nami otworzyli drzwi. DZIĘKUJEMY IM.

            Wróciliśmy do szkoły, gdzie powietrze jest zawsze świeże i miętowe i już więcej do szczęścia nic nie trzeba było – tylko obiad.

 

21 VII 2011 czwartek

            Dzisiejszy dzień zasługuje na pamięć ze względu na naszego kolegę Adriana. Adrian wszedł do wody, która sięgała mu do brzucha, po czym wyszedł, co prawda niezadowolony, ale jednak wszedł. Resztę czasu spędził siedząc w wodzie, w takim małym basenie dla dzieci ze zjeżdżalnią.

            Niby nic, ale podobno Adrian do tej pory nie wchodził do wody, a tu...

            Dzisiejszy dzień zasługuje na uwagę ze względu na naszego drugiego kolegę Pawła. Paweł na obiad zjadł całą zupę brokułową, która miała postać rozcieńczonego kremu z płatkami migdałowymi na górze. Zjadł drugie danie, bo karmią nas dobrze: ziemniaki, kotlet z kurczaka z żółtym serem, buraczki, a na deser sałatkę owocową.

            Niby nic, ale Paweł podobno do tej pory nie jadał zup i takich obiadów, a tu...

 Jeżeli chodzi o czwartek, to tyle. Nic nie przebije tych wydarzeń.

 

22 VII 11 piątek

            Piątek był dniem odwiedzin. Przyjechała do nas pani terapeutka, z którą każdy pracował indywidualnie. Reszta z nas w tym czasie w pomieszczeniu klasowym na stołach robiła drobne upominki w formie prac plastycznych dla dobrych ludzi, których spotkaliśmy w Otrębusach i naszych sponsorów.

Pod okiem pani terapeutki powstały duże wspaniałe „obrazy” malowane naszymi palcami. Niektórzy z nas po tych zajęciach, jak np. Adrian wyszli spokojni, zrelaksowani i to zostało na cały dzień naszego pobytu. Były też zajęcia z gliną.

Odwiedziła nas również siostra pana Artura. Przyjechała z Anglii. Pracowała z nami, pomagała nam, ma dobre serce i talent do tej pracy.

Przyjechał również mąż pani Oli i siostra wraz z córeczką. Byliśmy z nimi. Potem pani Maja biegała z nami po torze przeszkód. Niesamowita dziewczyna.

 

Autor: Artur Sikorski - pedagog specjalny, wychowawca na półkolonii

Partnerzy / sponsorzy

PROJEKT FINANSOWANY ZE ŚRODKÓW PRZEKAZANYCH PRZEZ:

Miasto Ogród Milanówek     Miasto Ogród Milanówek

 

      Miasto Pruszków

 

Miasto Brwinów     Miasto Brwinów

 

, Pruszków

 

FRB Cegiełka, Warszawa