Zajęcia sportowe w Rytrze

Miejsce

Rytro niedaleko Nowego Sącza

Termin

ferie 2013

Organizator

Kontakt

fundacja@totoanimo.org

Pierwszy dzień pobytu w Rytrze to adaptacja do nowych warunków życia, bez mamy i taty, gdzie wszystko od nas zależy i zgodnie z zasadą: „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. Całe piętro jest nasze: pokoje, kuchnia, łazienka i dwie ubikacje. Rozpakowanie walizek, plecaków oraz segregacja produktów żywnościowych trwało za długo, no... ale w końcu się udało.

Siedzieliśmy w kuchni przy dużym stole. Stół posiadał kilka zalet, między innymi łączył nas w JEDNO, każdy mógł wyrażać własne zdanie, opinie na różne tematy, a terapeuci dbali, aby emocje niektórych z nas nie rozbiły tej JEDNOŚCI przez wzajemne słowne zapędy które mogły doprowadzić do obrażenia, zranienia kogokolwiek. A bywało różnie...

Stół to również miejsce przy którym spożywaliśmy śniadanie i kolacje. Obiady przygotowywane były przez mamę gospodyni domu. Zawsze dwa dania i deser dla wszystkich. Ach!... czekało się na ten posiłek, szczególnie po nartach, gdy wracaliśmy zmęczeni ze stoku.

Siedzieliśmy w kuchni przy dużym stole. Trzeba było ustalić i zapisać ramowy plan naszych zajęć na cały tydzień pobytu w Rytrze oraz opracować reguły i zasady naszej wspólnej egzystencji w co najmniej wystarczającym i ograniczonym terytorium korytarza, kuchni i kilku pokoi, czyli „co wolno, a czego nie wolno”. Wyznaczyliśmy czas, w którym rankiem wstajemy z łóżek, jemy śniadanie i myjemy zęby, czas zajęć przedpołudniowych i  popołudniowych, czasu wolnego i kolacji oraz ciszy nocnej.

Niemałym wyzwaniem, któremu w rezultacie wszyscy sprostaliśmy, były wyznaczone przez terapeutów dyżury w kuchni. Do osoby, której trafiło się coś takiego należało: wstać o wiele wcześniej od pozostałych „śpiących rycerzy”, przygotowanie śniadania, a wieczorem kolacji dla wszystkich, pozmywanie naczyń i jak najbardziej zadbanie o produkty żywnościowe na dany dzień oraz pomysł kulinarny jaki wpadł do głowy.

Niektórzy przeszli samych siebie.

Lodówka okazała się nie tylko miejscem gromadzenia zapasów jedzenia i przeróżnych smakołyków, którymi chętnie dzieliliśmy się z kolegami, ale również spełniała funkcję tablicy ogłoszeń. Ogłoszenia pojawiały się i znikały, ale to co było na kartkach, przyklejone taśmą bezbarwną do srebrnych drzwi „ogromnego zamku” było święte, choć to nie znaczy, że nie podlegało dyskusji...jak to wśród ludzi.

Wieczorne rozmowy na temat tego co przydarzyło się po raz pierwszy, przeplatały się z podsumowaniem dnia i ustalaniu planu działań na jutro.

 

Samo miejsce, w którym mieszkaliśmy przejęło „coś” od gospodarzy domu: ciepło, uśmiech, aurę bezpieczeństwa i spokoju.

W Rytrze na stoku pracują wspaniali instruktorzy narciarstwa, także chłopcy opanowali podstawy jazdy na „deskach” już po dwóch dniach treningu. Trzeciego dnia zjeżdżali sami z „oślej łączki”.

No, ale pobyt w Rytrze to nie tylko stoki i narty, to również wycieczki po okolicy.

Krynicę Górską odwiedzał  Kiepura, a my odwiedziliśmy pijalnię wód mineralnych (całkiem smaczna woda) i przejechaliśmy się kolejką, ale nie górską choć pod górę, tyle że po szynach.

            Zwiedziliśmy całe miasteczko, które zrobiło na nas miłe wrażenie i zjedliśmy pizzę w akompaniamencie przyjemnej muzyki.

            Pobyt w Rytrze na długo pozostanie w naszej pamięci. Rytro to sukces nas wszystkich. Potrafiliśmy się dogadać i współpracować ze sobą każdego dnia, przełamywać lęki związane z robieniem czegoś po raz pierwszy oraz nabywać nowych umiejętności, a najważniejsze to zrozumienie, że  nie jestem tylko „ja”, ale są również „inni”.

No i umiemy już jeździć na nartach!

 

autor: Artur Sikorski - terapeuta

Partnerzy / sponsorzy


 

Miasto Pruszków sfinansowało zajęcia sportowe dla grupy chłopców z zespołem Aspergera i autyzmem z Pruszkowa.